Hana i Piotr

Hana i Piotr

czwartek, 11 czerwca 2015

Zasadniczo

Kochani!
Kolejna bardzo długa moja przerwa tutaj, a miało ich już nie być, ale sądzę, że po dość długim okresie warto dodać ten post.
Ze względu okoliczności dnia dzisiejszego naszło mnie na pewne refleksje.
Otóż, dzisiaj skończyła się piękna przygoda, zapewne nie tylko moja- przygoda z ekranowymi Haną i Piotrem. Z tego powodu też ten post.
Odejście Pani Kamilli z Na dobre to dla mnie samej okazja do podsumowania.
Kiedy zaczynała się moja przygoda z Haną nie przypuszczałaby nawet, że będę znajdować się w takim momencie życia, w jakim jestem. Dwa i pół roku temu znajdowałam się w klasie maturalnej i tamten dziwny dla mnie czas zapoczątkował wyjątkowe wydarzenia, które na zawsze zmieniły i zmieniają mnie samą.
Przez ten czas nastąpiło wiele zmian, zwłaszcza w ostatnim czasie. Zmian, które wywołują zarówno ogromną radość, jak i nieokiełznany ból, ale o tym być może kiedyś.
Przechodząc do meritum- ostatnie kilka miesięcy zasadniczo zmieniły moje podejście do wielu spraw i trwale zmieniły charakter, usposobienie, a co za tym idzie podejście również do pisania, które dalej jest dla mnie przyjemnością i odskocznią od codzienności- swego rodzaju wyzwaniem. W tej chwili jednak będąc w takim miejscu życia w jakim się znajduję szukam motywacji do tworzenia, kreowania świata fantazji w tekstach, które przelewam tutaj, na tego bloga, czy na papier do szuflady. Jest mi szalenie trudno ją znaleźć, ale mam dużo pomysłów i część z nich już w pewnym stopniu ubrane zostało w słowa.
W obliczu zakończenia wątku w serialu jest mi jednak niezręcznie i nie wiem, czy jest sens, aby publikować tutaj coś jeszcze, czy kontynuować historię tutaj rozpoczętą i pisać kolejne. Mam wątpliwości dotyczące sensu pisania.
Chciałabym Was prosić o wyrażenie swojego zdania na ten temat. Liczę na Was, bo wiem, że tutaj jeszcze zaglądacie. Dopóki jesteście Wy, czytelnicy- zawsze warto tworzyć dla Was, stąd też chciałabym poznać Waszą opinię, czy chcecie jeszcze czytać to, co napiszę, czy chcecie poznawać alternatywne historie Hany i Piotra. Po prostu, czy jest ktoś kto tego chce.
Czekam na Wasze komentarze pod tym postem! Od nich będzie zależało to, co postanowię zrobić z tym blogiem. Wierzę, że mnie nie zawiedziecie! Niebawem się odezwę! Obiecuję! Trzymajcie się ciepło i odpoczywajcie jak najwięcej- cieszcie się słonecznym latem! ;))

niedziela, 5 kwietnia 2015

You&Me III




     Obudziła się. Za oknem było jeszcze ciemno. Była w pełni wypoczęta. Pierwszy raz od kilku tygodni. Leniwie mrugała oczyma. Jej głowa unosiła się wraz z klatką piersiową miarowo oddychającego Piotra. Czuła przyjemne ciepło płynące od niego na swoim policzku. Musnęła opuszkami palców jego pierś. Poprawiła nieco głowę, aby móc spojrzeć na jego twarz. Niezbyt jej się to udało. Nie chcąc go obudzić spróbowała unieść się na rękach i przesunąć. Poczuła jednak, że utrudnia jej to ręka chirurga ściskająca ją w pół. Lekarz trzymał ją mocno przy sobie. Przez cały czas ich związku powinna się już do tego przyzwyczaić. Robił tak bardzo często. Miał bardzo twardy sen i nie kontrolował pewnych odruchów. Opadła ponownie na męża. Zagryzła wargę. Jej chęci spaliły na panewce. Postanowiła chociaż przekręcić się na plecy, co z wielkim trudem- po próbie numer 3- jej się udało.
     Wlepiła wzrok w sufit. Odruchowo złożyła ręce na dłoni Piotra i przycisnęła mocniej do siebie. Poczuła jak mężczyzna splata ich palce. Ucałował ją w głowę.
-Dlaczego nie śpisz?- zapytała.
-Bo pewien osobnik nie potrafi grzecznie spać tylko musi się non stop wiercić.
-Przepraszam. Nie chciałam Cię obudzić.- stwierdziła pokornie.
-I myślisz, że takie zwykłe przepraszam starczy?- zapytał swobodnie obracając kobietę i przyciągając ku sobie, jakby była piórkiem.
-Nie wiem, jak mogłabym Ci to wynagrodzić.- odparła z delikatnym uśmiechem na twarzy.
-Niech pomyślę.- pocałował ją.- Może.- ucałował ją w szyję.- Znajdziemy wspólnie jakiś sposób.- wsunął powoli dłonie pod jej koszulkę.
-Tak. Myślę, że razem coś wymyślimy.- wyszeptała gładząc dłońmi jego tors, na którym się opierała.
       Przeszedł ją przyjemny dreszcz. Czując dotyk swojego mężczyzny na swojej skórze jej wnętrze stopniowo wypełniało ciepło. Gawryło nie zaprzestając pocałunków niespiesznie przesuwał ku górze swoje ręce. Mimo wielkiego pragnienia chciał delektować się tą chwilą. Bardzo długo nie uprawiali seksu. Za długo. Brakowało mu tego. Wiedział, że Hanie również. Nie umieli jednak przełamać pewnych oporów. Często o tym rozmawiali. Próbowali, ale jakoś nie do końca im to wychodziło. Dlatego nie chciał zmarnować tej ich okazji. Smakował jej ust. Przymknęła oczy. Chciała się ponieść. Odizolować od ostatniego czasu, od problemów, które miała.  Mimowolnie uśmiechnęła się. Zdjął jej koszulkę. Ponownie przejechał dłońmi wzdłuż jej kręgosłupa.  Zaczęli dawno zapomnianą grę. Grę uczuć, emocji. Pełną napięć.  Co chwilę skradali sobie pocałunki. Badali wzajemnie swoje reakcje. Na nowo. Uczyli się siebie. Inicjatywę przejmował Piotr, by zaraz oddać ją swobodnie żonie. Bawili się sobą. Trochę zwodzili. Jak para nastolatków, którymi już dawno nie byli, cieszyli się miłością. Wzajemną obecnością. Nie zwracali uwagi na nic skupieni na sobie.
      Za oknem  zaczęło już świtać. Słońce nieśmiało wpadało przez okno do sypialni państwa Gawryło. Leżeli odwróceni w jego stronę. Nie spali. Jeszcze przed chwilą przeżywali wyjątkowe chwile, a teraz wtuleni normowali oddechy. Trzymali się delikatnie za ręce. Goldberg bawiła się obrączką bruneta. Chirurg powoli przysypiał. Uniosła nieco jego dłoń wraz ze swoją do słońca. Promienie odbiły się nieśmiało od lśniącego, złotego krążka na palcu mężczyzny. Myślała, jak wielki błąd popełnili oboje, jak wiele razy się skrzywdzili, a mimo to wracali do siebie. Nie mogli bez siebie żyć. Czy właśnie na tym nie polega prawdziwa miłość? Poparta przyjaźnią? Zrozumieniem? Z ich charakterami ciężko było wytrzymać, ale prawdziwe uczucie zawsze zwyciężało każdą próbę. Co jeszcze miało ich spotkać? Nie wiedziała, ale chciała tylko jednego, aby u jej boku był Piotr. Nikt inny.
      Do świata przywrócił ją dzwoniący telefon. Budzik. Dochodziła 7, a o 9 powinna być w szpitalu.  Usłyszała chrapanie. Gawryło rzecz jasna zasnął. Ostatecznie miał wolne i mógł sobie na to pozwolić. Ruszyła się w takim razie. O dziwo bez oporów udało jej się wstać. Nie chciało jej się co prawda jechać do szpitala. Wolałaby spędzić ten dzień z Tosią i Piotrem, ale Krzysztof z pewnością nie przyjął by do wiadomości, że nie stawi się ona na dyżur. I tak fakt, iż z dnia na dzień poszła na urlop była mu nie w nos. Tym bardziej, że po jej stronie stanął Tretter- kolejny raz z resztą- który wyraził stanowczą dezaprobatę wobec zachowania młodego ordynatora w stosunku do niej i niego samego. Radwan musiał zagryźć wargi na dyrektora, kiedy ten dość ostro dał mu do zrozumienia, że jego władza jest dużo wyższa od ginekologa i jego decyzji nikt podważać nie będzie.
     Z uczuciem niesmaku na samą myśl o wymówkach szefa, które ten z pewnością będzie jej robił trafiła do kuchni uprzednio ubierając się, na wypadek, gdyby młoda Soszyńska nie postanowiła zawędrować w to samo miejsce, co ona. Stała właśnie oparta o blat i czekała aż czajnik zacznie gwizdać i będzie mogła zalać herbatę. Usłyszała tupot stóp na panelach i po chwili usłyszała ciche przywitanie.
-Dzień dobry ciociu!- rzuciła zaspana Tosia.
-Cześć kochanie. Wyspana? Głodna?- zapytała uśmiechając się do dziecka Hana.
-Bardzo. Masz płatki?
-Mam. Twoje ulubione.- stwierdziła lekarka sięgając kolejno do szafki, a następnie do lodówki wyciągając pudełko z cynamonowymi kwadracikami i karton mleka.
      Postawiła na stole dwie miski i łyżki. Nasypała im obu po porcji i zalała mlekiem. Zjadły rozmawiając i żartując. Lubiły się. To trzeba przyznać. Blondynka złapała nie najgorszy kontakt z córką Piotra. Między jednym żartem a drugim w drzwiach kuchni stanął Gawryło. Jak zwykle z rozczochraną czupryną i mętnym spojrzeniem. Hana wstawiała właśnie brudne naczynia do zlewu. Spojrzała rozbawiona na męża. Również Tosia nie kryła uśmiechu na widok taty. Rzadko miała okazję zobaczyć go aż tak nieprzytomnego z rana.
-Piotr, zrób sobie lepiej kawy. Nie za dobrze wyglądasz. – stwierdziła pogodnie.- Ja już muszę iść. Jak się spóźnię to urwą mi głowę.
      Niezbyt rozumiejąc, co się wokoło niego dzieje skinął głową i opadł na krzesło obok. Blondynka ucałowała go w policzek i pożegnała się z małą. Pośpiesznie wyszła z mieszkania. Droga do szpitala niemiłosiernie jej się dłużyła. Słuchała muzyki w radiu. Trochę bała się iść do pracy. Bała się tego, co tam zastanie. Nie mogła wiecznie uciekać, ale spotkanie z Krzysztofem napawało ją niemałym lękiem. Wjechała na parking i w oddali ujrzała jego postać. Wychodził ze szpitala. Ulżyło jej. Skończył dyżur, a to oznaczało, że dzisiaj się z nim nie spotka. Zaparkowała spokojnie i pewna siebie udała się do szpitala. Czuła się znowu w swoim żywiole. Od drzwi zaatakowały ją pielęgniarki. Odebrała od nich kartoteki i ruszyła na ginekologię. Rozłożyła się niespiesznie w swoim gabinecie. Do pierwszej pacjentki miała jeszcze trochę czasu. Usiadła, więc w swoim fotelu i otworzyła dokumentację. Zagłębiła się w lekturze. Po kilkunastu minutach usłyszała szmer. Odwróciła się w stronę drzwi.
-Witaj. Musimy pilnie porozmawiać.- usłyszała charakterystyczny głos.
      Konfrontacja, którą miała mieć nadzieję za sobą właśnie stała się faktem. Na twarzy Krzysztofa malowały się różne emocje. Był wyraźnie zdenerwowany, a zacięte spojrzenie zwiastowało, że niekoniecznie będzie to dla niej miła rozmowa. Odetchnęła głęboko.
-W jakiej sprawie?- zapytała spokojnie.
-Chodzi o nas…- stwierdził chłodno patrząc na nią wzrokiem bazyliszka.
    Zrobiło jej się gorąco i przełknęła ślinę. Gorzej już być nie mogło. Czy, aby na pewno?

Zapraszam kochani do komentowania i udostępniania bloga. Liczę na Was! ;) Mam nadzieję, że ktoś jeszcze o nim pamięta i poczyta sobie w trakcie tych Świąt. Pozdrawiam ciepło! Wasza Agnes!

niedziela, 25 stycznia 2015

You&Me II



            Dojechał do Krakowa rano. Gdy tylko dotarł do miasta od razu udał się do szpitala. Chciał sprawdzić, co z Tosią. Mała jeszcze spała. Była cała i zdrowa. Siniaki i lekkie zadrapania to jedyne ślady po wypadku, jakie na sobie miała. Niesamowite szczęście. Ulżyło mu. Gorzej było z Magdą. Po rozmowie z jej lekarzem prowadzącym dowiedział się, że ma złamaną rękę i nogę i do tego wstrząs mózgu. Jeszcze nie wybudziła się ze śpiączki. Zastanawiał się nad rozwiązaniem. Spróbował zadzwonić znowu do żony. Nie odebrała. Usiadł na korytarzu. Odetchnął głęboko.  Nie miał wyjścia. Musiał zostać. Napisał Hanie sms i schował komórkę. Wrócił do córki. Postanowił maksymalnie poświęcić jej teraz czas.
         Dni zaczęły mijać. Powoli zadomawiał się w grodzie Kraka. Młoda Soszyńska wyszła ze szpitala praktycznie po dwóch dniach od wypadku. Codziennie starał się zabierać ją do mamy. Magda dalej nie odzyskiwała przytomności. Lekarze zaczęli obawiać się, czy nie jest to coś poważniejszego, ale jej stan nie pozwalał na dalsze rozpoznanie. Musieli czekać. Czasu jednak Piotr nie miał. Minął praktycznie ponad tydzień, odkąd miał ostatni kontakt z Goldberg. Nie oddzwaniała ani nie odpisywała na wiadomości. Tosia oprócz troski o matkę zdążyła zauważyć nie najlepszy stan w jakim znajduje się on sam.  Starała się mu nie przeszkadzać. Chciała jak najbardziej ułatwić mu ten czas. Próbował cały czas skontaktować się z żoną. Bezskutecznie. Czuł podskórnie, że dzieje się coś złego. Serce rwało mu się do powrotu do Warszawy. Z drugiej jednak strony czuł się w obowiązku zostać przy Magdzie, żeby nie ograniczać kontaktu córki z matką. Stał między młotek a kowadłem. Tak jak zawsze umiał znaleźć rozwiązanie sytuacji, tak teraz szczerze sam przed sobą musiał przyznać, że zgłupiał.
        Dla Hany ten czas nie był zbyt łatwy. Od ostatnich wydarzeń ze swoim ordynatorem zamknęła się w mieszkaniu. W pracy pojawiała się sporadycznie. Unikała Krzysztofa niemal jak ognia. Dziwnie czuła się po tym, co zaszło podczas pamiętnego malowania Sali. Brakowało jej teraz tak strasznie Piotra. Mimo, że pokłócili się przed jego wyjazdem to właśnie jego potrzebowała tak bardzo w tej chwili. Wyłączyła co prawda telefon. Wiedziała, że będzie próbował się dodzwonić do niej jak ochłonie, ale bała się. Bała się rozmowy z nim. Przede wszystkim bała się, że będzie dzwonił Radwan. Był ostatnią osobą, z którą chciała rozmawiać. Technikę uników opanowała do perfekcji.  Dwa tygodnie dziennego treningu sprawiły, że doskonale poznała wszelkie kryjówki na terenie Leśnej Góry, a dom stał się twierdzą.  Dziś był jeden z tych dni, kiedy miała całkowicie wolne. Tak jak zazwyczaj w ostatnim czasie przeleżała go cały w łóżku. Nic nie musiała robić. Co było kompletnie niepodobne do pani doktor, która zawsze żyła w biegu. Nie cierpiała bierności.  Teraz jednak nie miała najmniej ochoty na przejawy najmniejszej aktywności.
     Był już wieczór. Blondynka leżała wpatrując się w światło niewielkiej lampki nocnej, która jako jedyna działała w tym pomieszczeniu. Z resztą jak w całym mieszkaniu.  Przysypiała. Do jej uszu dobiegł szmer. Leniwie otworzyła oczy i z drżącym sercem wsłuchała się w dochodzące z pokoju obok dźwięki. Trochę się wystraszyła. Była sama. Pomyślała, że ktoś się włamał. Szybko jednak odrzuciła tę myśl. Doszła do wniosku, że pierwsze odgłosy brzmiały jak otwierany zamek. Czyli ktoś musiał mieć klucze. Fakt. Równie dobrze mógł to być wytrych.  Postanowiła nie reagować. Wyłączyła światełko i czekała. Zamknęła oczy. Zacisnęła powieki i wargi najmocniej jak umiała. Jeśli miałaby paść ofiarą włamania to chociaż nie będzie wiedziała, kto tego dokonał. Wszystko ucichło. Postanowiła odczekać i dopiero potem sprawdzić, co się stało. Poczuła, że materac łóżka lekko się ugina, a po twarzy głaszcze ją czyjaś ciepła dłoń. Przeszedł ją dreszcz. Przełknęła ślinę. Nabrała powietrza w płuca i otworzyła oczy.  Spojrzała nieśmiało ku górze. Była zaskoczona. W ciemności rozpoznała dobrze znaną jej twarz, posturę.
-Piotr? Co Ty tutaj robisz?- zapytała odruchowo uśmiechając się delikatnie na jego widok.
-Wróciłem. Musiałem. Stęskniłem się za Tobą. Tak długo się nie widzieliśmy. Nie odbierałaś telefonów. Zero znaku życia.- odparł cicho i musnął delikatnie jej wargi.
-Cieszę się.- stwierdziła z ulgą siadając i wtulając się w ramiona męża. – Dobrze Cię widzieć.
-Ciebie też. Martwiłem się.- powiedział zapalając lampkę na stoliku, aby móc przyjrzeć się Hanie.- Źle wyglądasz.
-Zdaje Ci się.  Co z Tosią i Magdą? Wszystko w porządku?- rzuciła zmieniając temat.
-Tosię przywiozłem ze sobą. Śpi w swoim pokoju. A Magda… Cóż szkoda gadać. Nie jest zbyt dobrze, ale możemy porozmawiać rano? Jestem zmęczony. Chciałbym się położyć.
-Jasne! To idź pod prysznic i wracaj. Poczekam.- zarządziła odsuwając się od niego uprzednio całując męża w usta.
    Gawryło posłusznie wstał i ruszył do łazienki. Wziął gorący prysznic. Rozluźnił się. Potrzebował tego. Wreszcie mógł zrelaksować się chociaż trochę. Uspokoił go widok całej i zdrowej Hany. Obok była Tosia. Miał je obie na oku. Nie musiał się zbytnio niczym więcej teraz martwić. Nerwy zeszły z niego. Wrócił do sypialni. Goldberg nie spuszczała z niego wzroku. Musiał przyznać, że mimo wszystko wzrok partnerki cały czas mu imponował. Młoda, piękna.  Dla niego-40-latka po przejściach taka żona to bardzo duży prezent od losu. Kochała go bardzo mocno. Podobał jej się. To przy niej zaczął o siebie dbać. Miał w końcu dla kogo. Patrzała na niego teraz takim zwyczajnym dla siebie wzrokiem. Może bardziej stęsknionym.  Błękitne oczy błyszczały radosnymi iskierkami. Na jego oko trochę odżyła.  Była blada. Podkrążone oczy. Schudła. Mimo to uśmiechała się w jego stronę. Jej samej musiało też ulżyć.  Wiedział, że tylko przy nim czuje się bezpiecznie, a jednak zawiódł ją tym wyjazdem. Myślał, że teraz ona zrobi mu awanturę. Nic z tych rzeczy.
-Nie śpisz?- zapytał pokiwała przecząco.- To co, zrobisz mi miejsce czy mam okrążyć łóżko?- spytał żartobliwie.
     Bez słowa przesunęła się robiąc mężowi miejsce u swojego boku. Czekała na  niego.
-Nie poznaję Cię. Ty taka posłuszna?- zażartował kolejny raz.
-Daj spokój. Mnie też się czasem zdarza Piotr.- odparła, gdy chirurg położył się.
    Wtuliła się natomiast w niego. Brakowało jej tego tak bardzo.  „Kocham Cię.”- wyszeptała i zamknęła oczy. Czuła głaszczącą dłoń Gawryły na plecach.  Lubiła to. Uspokajał ją.  Ucałował ją w głowę. Zasnęła. Obserwował ją. Jej spokojny oddech. Blond kosmyki opadające na jego tors. Delikatnie założył je za jej ucho odsłaniając twarz. Pogładził jej policzek. Zmarszczyła odruchowo nos. Wyglądała przezabawnie.  Musiało ją to połaskotać. Nie chciał jej obudzić, więc nie mógł nawet mocniej się poruszyć. Hana zawsze zaraz po zaśnięciu miała płytki sen. Wszystko ją budziło. Nie pozostało mu, więc nic innego niż samemu pójść spać. Nim się obejrzał i jego zmorzył sen. 

Kochani! Mega dawno mnie tutaj nie było! Prawie 4 miesiące bez najmniejszych objaw życia. To naganne, ale mam nadzieję, ze jeszcze ktoś tutaj zagląda. Postaram się od teraz pracować regularniej. Wiem, że nie wyszło idealnie, ale muszę znowu zacząć żyć tą historią i to taka przygrywka! Liczę na Was i Wasze wsparcie! Agnes!

poniedziałek, 20 października 2014

You&Me I



         Przekroczyła próg szpitala. Panujący za oknem mrok powodował u niej dodatkowy dreszczyk emocji. W samym budynku światła były już przygaszone. Na korytarzach nie było żywej duszy. Widok rzadko spotykany w ciągu dnia. Krocząc przez kolejne metry do jej uszu dobiegał jedynie stukot obcasów uderzających o kafelki i z chwili na chwilę coraz głośniejsze bicie Jej serca. Czuła specyficzne podekscytowanie. Ale czy powinno w niej takie emocje wzbudzać spotkanie z innym mężczyzną?  Nie miała może zbyt wielkich wyrzutów sumienia, bo jej mąż zachował się równie nie fair wobec niej. Nigdy nie zabroniłaby mu wyjazdu do córki i byłej kochanki. Miał prawo widywać się ze swoim dzieckiem i troszczyć się o jego zdrowie, ale nie wygląda to w tej sytuacji na troskę jedynie o Tosię. Była bardzo zazdrosna o Magdę, a to, że nic jej nie powiedział po prostu ją zirytowało.  Czy zrobił to w odwecie? Być może. Nie chciała jednak rozwijać tej myśli. Nie chciała zwyczajnie o nim myśleć w tym czasie.
      Doszła na ginekologię. Stanęła przed odpowiednimi drzwiami. Energicznie nacisnęła klamkę i żwawo weszła do pomieszczenia. Dotychczas zagracona sala, którą wraz ze Stefanem i Krzysztofem odwiedziła kilka dni temu, teraz świeciła pustkami. Nie było w niej śladu ani starych pudeł ani metalowych regałów. Teraz ziemia wyścielona została starannie gazetami. Po środku klęczał brunet otoczony kubłami z farbą i siłował się z otworzeniem jednego z nich.  Do tej pory nie miała okazji zobaczyć go jeszcze w tak nieoficjalnym stroju. Zamiast standardowego błękitnego kitla miał na sobie rozciągnięty biały t-shirt i ciemne spodnie dresowe.
-Hej Krzysztof.- na dźwięk jej głosu odwrócił się gwałtownie w tył przewracając rzeczy stojące obok niego.
-Hana? Cześć. Wystraszyłaś mnie. – rzekł szczerze zaskoczony jej widokiem.
-Wystraszyłam? Nie sądziłam, że aż tak źle wyglądam o tej porze, że aż straszę ludzi.- zażartowała uśmiechnięta.
-Nie, nie. Skądże. Po prostu nie myślałam, że tak szybko się zjawisz.- odparł już rozluźniony.- To co, bierzemy się do pracy? Im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy i będziemy mogli wrócić do domu.
-Tak, tak. Masz rację.- odpowiedziała neutralnym tonem maskując własną niechęć do powrotu do pustego mieszkania. Dodała biorąc w dłoń wałek- To od czego zaczynamy?
-Powoli, powoli pani doktor. Najpierw to proponuję Ci się przebrać, bo pochlapiesz się farbą, a byłoby szkoda.- stwierdził Krzysztof podając jej gustowny kombinezon malarski.
-Dziękuję za troskę. Bardzo przewidujący jesteś.- odparowała poszerzając uśmiech i biorąc ów strój w swoje ręce.
-Do usług!- odwzajemnił się jej tym samym.
                Było już grubo po północy.  Siedział w swoim samochodzie na parkingu jednej ze stacji benzynowych mieszczących się na trasie autostrady biegnącej z Warszawy do Krakowa. Zostało mu już niewiele do pokonania.  Chciał być już przy Tosi, ale jego organizm odmówił posłuszeństwa. Potrzebował snu i nie pomogły nawet te trzy kawy, które już wypił. Wolał, więc zjechać i trochę się zdrzemnąć. Nie potrafił jednak zasnąć. Leżał na niewygodnym, rozłożonym  fotelu i myślał o tym, co zaszło w domu między nim a Haną. Chciał ją przeprosić. Zdążył już ochłonąć po wszystkim i stwierdził, że faktycznie trochę przegiął. Nie powinien tak na nią naskakiwać.  Sam przed sobą  nie potrafił wytłumaczyć sobie swojego zachowania wobec niej, ani tego, dlaczego przemilczał wyjazd. Musiało ją to dotknąć.  Już w drodze wysłał do niej kilka smsów. Na żadnego nie odpisała. Próbował zadzwonić. Miała wyłączoną komórkę. Gdzieś może był dalej zły może bardziej na siebie niż na nią. Denerwował się, że coś się stało. Martwił się o nią. Zero znaku życia. Może i ona chciała ochłonąć? Odpocząć od tego, co się wydarzyło i nie miała ochoty na rozmowę z nim? Miał nadzieję, że tak właśnie jest. Wściekła doktor Goldberg to jednak nie były przelewki. Doświadczył tego już wielokrotnie. Hana miała gołębie serce i anielską cierpliwość. Jednak, gdy ktoś jej zalazł za skórę potrafiła być niesamowicie zawzięta, uparta. Mimo, że wobec najbliższych nie chowała długo urazy to akurat jemu czasami dawała nauczki. Potrafiła nie odzywać się do niego dłuższy czas. Taka metoda dotarcia małżeńskiego. W zasadzie dość skuteczna. Zmuszała do analizy sytuacji zarówno siebie jak i jego. 
          Tym razem jednak nauczony przykładem jej wyjazdu bał się czy lekarka nie wpadnie na podobny pomysł.  Sytuacja była niemal identyczna. Z tą różnicą, że jeśli teraz również wyjechała to dowie się o tym dużo później. Nie wiedział, ile przyjedzie mu zostać przy byłej kochance i Tosi.  Spróbował ponownie wybrać numer żony. Ponownie bezskutecznie.  Zrezygnowany przymknął oczy. Musiał zasnąć. Starał się wyłączyć. Kilka chwil później udało mu się usnąć.
             Blondynka opadła ciężko na ziemie. Oparła się o jedyną niepomalowaną jeszcze ścianę w niewielkiej salce. Była mocno zmęczona. Niewiele razy w jej dłoniach gościł wałek, a pędzel bardziej służył do malowania z Tosią niż do odświeżania zaniedbanych pomieszczeń. Mimo to była zadowolona z osiągniętego wraz z szefem efektu.  Odwalili kawał dobrej roboty w tak krótkim czasie. Zupełnie sami. Chwilę później dołączył do niej Radwan. Podobnie jak ona zmęczony, ale szczęśliwy. Siedział milcząc podobnie jak ona wpatrywał się w świeżo nałożoną farbę.
-Zmęczona? Jak chcesz to możesz już jechać do domu. Sam już dokończę i posprzątam. Pewnie mąż już się o Ciebie martwi i wolałby mieć Cię przy sobie. – rzucił przerywając monotonną ciszę.
-Zostanę. Piotr nie czeka. Spokojnie. Nie zostawię Cię samego z tym.- odparła beznamiętnym tonem.
-Jesteś pewna, że nie będziesz mieć z tego powodu problemów w domu? W końcu zniknęłaś praktycznie na całą noc do obcego faceta.- drążył nieubłaganie temat ciesząc się w duchu z obrotu sytuacji.
-Tak. Na pewno. Jego i tak nie ma w domu. Musiał pilnie wyjechać, więc i tak siedziałabym tam sama.- stwierdziła skruszona.
-No to w takim razie bierzmy się do roboty. Szybko to skończymy już.- powiedział wstając i wyciągnął ręce, aby pomóc jej wstać.            
         Chętnie przystała na jego pomoc. Podała mu dłonie i uniosła się ku górze. Stanęła z nim oko w oko.  Miała dziwne przeczucie. Krzysztof cały czas jej nie puszczał. Nie bała się go. Wręcz przeciwnie. Jakaś niejasna siła ciągnęła ją ku niemu. Może to ta atmosfera tutaj panująca albo kłótnia z Piotrem? Sama nie wiedziała. Widziała teraz przed sobą faceta o przenikliwym spojrzeniu i tajemniczym błysku w oczach. Intrygował ją. Musiała to przyznać.  Cały czas odkrywała kolejne jego twarze.
       Zbliżył się do niej. Odruchowo cofnęła się. Za plecami poczuła już ścianę. Nie puszczał jej i cały czas patrzył w jej oczy.  Serce podeszło jej do gardła, gdy brunet podszedł jeszcze bliżej niej. Poczuła mocny zapach wody kolońskiej.  Nie wiedziała jak ma się zachować. Nie czuła się zagrożona, ale jej wnętrze krzyczało, że zmierza to w złym kierunku; że będzie żałowała tego, co może się niedługo tutaj wydarzyć.  Nim zdążyła się zorientować poczuła na swoich ustach ciepłe, miękkie wargi Krzysztofa.  Przymknęła mimowolnie oczy nie do końca wierząc w to, co się właśnie stało. Lekarz wyczuł moment i kolejny raz złączyli się w pocałunku. Tym razem jednak był bardziej dosadny, odważniejszy. Nie sprzeciwiała się. Zszokowana poddała mu się.  Jego dłonie zawędrowały pod jej kombinezon. Delikatnie gładził jej skórę na brzuchu i biodrach. Przeszedł ją dreszcz. Odchyliła głowę czując, że jego pocałunki z ust przeniosły się na szyję zmierzając ku dekoltowi. Zrobiło jej się gorąco. Wyłączyło się racjonalne myślenie. Odpłynęła gdzieś bardzo daleko, w miejsce, z którego ciężko wrócić.                   


Jak Wam się podoba? Obiecuję, że będzie się działo jeszcze więcej, bo to dopiero początek! :D Aaaaa. Jeszcze jedno- ja jestem w stu procentach HAPI! ;) Czytajcie, komentujcie i udostępniajcie, jeśli możecie! Pamiętajcie też o pozostałych opowiadaniach i blogu o serialu Na Krawędzi! Pozdrawiam! Agnes.