Kochani!
Kolejna bardzo długa moja przerwa tutaj, a miało ich już nie być, ale sądzę, że po dość długim okresie warto dodać ten post.
Ze względu okoliczności dnia dzisiejszego naszło mnie na pewne refleksje.
Otóż, dzisiaj skończyła się piękna przygoda, zapewne nie tylko moja- przygoda z ekranowymi Haną i Piotrem. Z tego powodu też ten post.
Odejście Pani Kamilli z Na dobre to dla mnie samej okazja do podsumowania.
Kiedy zaczynała się moja przygoda z Haną nie przypuszczałaby nawet, że będę znajdować się w takim momencie życia, w jakim jestem. Dwa i pół roku temu znajdowałam się w klasie maturalnej i tamten dziwny dla mnie czas zapoczątkował wyjątkowe wydarzenia, które na zawsze zmieniły i zmieniają mnie samą.
Przez ten czas nastąpiło wiele zmian, zwłaszcza w ostatnim czasie. Zmian, które wywołują zarówno ogromną radość, jak i nieokiełznany ból, ale o tym być może kiedyś.
Przechodząc do meritum- ostatnie kilka miesięcy zasadniczo zmieniły moje podejście do wielu spraw i trwale zmieniły charakter, usposobienie, a co za tym idzie podejście również do pisania, które dalej jest dla mnie przyjemnością i odskocznią od codzienności- swego rodzaju wyzwaniem. W tej chwili jednak będąc w takim miejscu życia w jakim się znajduję szukam motywacji do tworzenia, kreowania świata fantazji w tekstach, które przelewam tutaj, na tego bloga, czy na papier do szuflady. Jest mi szalenie trudno ją znaleźć, ale mam dużo pomysłów i część z nich już w pewnym stopniu ubrane zostało w słowa.
W obliczu zakończenia wątku w serialu jest mi jednak niezręcznie i nie wiem, czy jest sens, aby publikować tutaj coś jeszcze, czy kontynuować historię tutaj rozpoczętą i pisać kolejne. Mam wątpliwości dotyczące sensu pisania.
Chciałabym Was prosić o wyrażenie swojego zdania na ten temat. Liczę na Was, bo wiem, że tutaj jeszcze zaglądacie. Dopóki jesteście Wy, czytelnicy- zawsze warto tworzyć dla Was, stąd też chciałabym poznać Waszą opinię, czy chcecie jeszcze czytać to, co napiszę, czy chcecie poznawać alternatywne historie Hany i Piotra. Po prostu, czy jest ktoś kto tego chce.
Czekam na Wasze komentarze pod tym postem! Od nich będzie zależało
to, co postanowię zrobić z tym blogiem. Wierzę, że mnie nie
zawiedziecie! Niebawem się odezwę! Obiecuję! Trzymajcie się ciepło i
odpoczywajcie jak najwięcej- cieszcie się słonecznym latem! ;))
Hana i Piotr
czwartek, 11 czerwca 2015
niedziela, 5 kwietnia 2015
You&Me III
Obudziła się. Za
oknem było jeszcze ciemno. Była w pełni wypoczęta. Pierwszy raz od kilku
tygodni. Leniwie mrugała oczyma. Jej głowa unosiła się wraz z klatką piersiową
miarowo oddychającego Piotra. Czuła przyjemne ciepło płynące od niego na swoim
policzku. Musnęła opuszkami palców jego pierś. Poprawiła nieco głowę, aby móc
spojrzeć na jego twarz. Niezbyt jej się to udało. Nie chcąc go obudzić
spróbowała unieść się na rękach i przesunąć. Poczuła jednak, że utrudnia jej to
ręka chirurga ściskająca ją w pół. Lekarz trzymał ją mocno przy sobie. Przez
cały czas ich związku powinna się już do tego przyzwyczaić. Robił tak bardzo
często. Miał bardzo twardy sen i nie kontrolował pewnych odruchów. Opadła
ponownie na męża. Zagryzła wargę. Jej chęci spaliły na panewce. Postanowiła
chociaż przekręcić się na plecy, co z wielkim trudem- po próbie numer 3- jej
się udało.
Wlepiła wzrok w
sufit. Odruchowo złożyła ręce na dłoni Piotra i przycisnęła mocniej do siebie.
Poczuła jak mężczyzna splata ich palce. Ucałował ją w głowę.
-Dlaczego nie śpisz?- zapytała.
-Dlaczego nie śpisz?- zapytała.
-Bo pewien osobnik nie potrafi grzecznie spać tylko musi się
non stop wiercić.
-Przepraszam. Nie chciałam Cię obudzić.- stwierdziła
pokornie.
-I myślisz, że takie zwykłe przepraszam starczy?- zapytał
swobodnie obracając kobietę i przyciągając ku sobie, jakby była piórkiem.
-Nie wiem, jak mogłabym Ci to wynagrodzić.- odparła z
delikatnym uśmiechem na twarzy.
-Niech pomyślę.- pocałował ją.- Może.- ucałował ją w szyję.-
Znajdziemy wspólnie jakiś sposób.- wsunął powoli dłonie pod jej koszulkę.
-Tak. Myślę, że razem coś wymyślimy.- wyszeptała gładząc
dłońmi jego tors, na którym się opierała.
Przeszedł ją
przyjemny dreszcz. Czując dotyk swojego mężczyzny na swojej skórze jej wnętrze
stopniowo wypełniało ciepło. Gawryło nie zaprzestając pocałunków niespiesznie
przesuwał ku górze swoje ręce. Mimo wielkiego pragnienia chciał delektować się
tą chwilą. Bardzo długo nie uprawiali seksu. Za długo. Brakowało mu tego.
Wiedział, że Hanie również. Nie umieli jednak przełamać pewnych oporów. Często
o tym rozmawiali. Próbowali, ale jakoś nie do końca im to wychodziło. Dlatego
nie chciał zmarnować tej ich okazji. Smakował jej ust. Przymknęła oczy. Chciała
się ponieść. Odizolować od ostatniego czasu, od problemów, które miała. Mimowolnie uśmiechnęła się. Zdjął jej
koszulkę. Ponownie przejechał dłońmi wzdłuż jej kręgosłupa. Zaczęli dawno zapomnianą grę. Grę uczuć,
emocji. Pełną napięć. Co chwilę skradali
sobie pocałunki. Badali wzajemnie swoje reakcje. Na nowo. Uczyli się siebie.
Inicjatywę przejmował Piotr, by zaraz oddać ją swobodnie żonie. Bawili się
sobą. Trochę zwodzili. Jak para nastolatków, którymi już dawno nie byli,
cieszyli się miłością. Wzajemną obecnością. Nie zwracali uwagi na nic skupieni
na sobie.
Za oknem zaczęło już świtać. Słońce nieśmiało wpadało przez okno do sypialni państwa Gawryło. Leżeli odwróceni w jego stronę. Nie spali. Jeszcze przed chwilą przeżywali wyjątkowe chwile, a teraz wtuleni normowali oddechy. Trzymali się delikatnie za ręce. Goldberg bawiła się obrączką bruneta. Chirurg powoli przysypiał. Uniosła nieco jego dłoń wraz ze swoją do słońca. Promienie odbiły się nieśmiało od lśniącego, złotego krążka na palcu mężczyzny. Myślała, jak wielki błąd popełnili oboje, jak wiele razy się skrzywdzili, a mimo to wracali do siebie. Nie mogli bez siebie żyć. Czy właśnie na tym nie polega prawdziwa miłość? Poparta przyjaźnią? Zrozumieniem? Z ich charakterami ciężko było wytrzymać, ale prawdziwe uczucie zawsze zwyciężało każdą próbę. Co jeszcze miało ich spotkać? Nie wiedziała, ale chciała tylko jednego, aby u jej boku był Piotr. Nikt inny.
Za oknem zaczęło już świtać. Słońce nieśmiało wpadało przez okno do sypialni państwa Gawryło. Leżeli odwróceni w jego stronę. Nie spali. Jeszcze przed chwilą przeżywali wyjątkowe chwile, a teraz wtuleni normowali oddechy. Trzymali się delikatnie za ręce. Goldberg bawiła się obrączką bruneta. Chirurg powoli przysypiał. Uniosła nieco jego dłoń wraz ze swoją do słońca. Promienie odbiły się nieśmiało od lśniącego, złotego krążka na palcu mężczyzny. Myślała, jak wielki błąd popełnili oboje, jak wiele razy się skrzywdzili, a mimo to wracali do siebie. Nie mogli bez siebie żyć. Czy właśnie na tym nie polega prawdziwa miłość? Poparta przyjaźnią? Zrozumieniem? Z ich charakterami ciężko było wytrzymać, ale prawdziwe uczucie zawsze zwyciężało każdą próbę. Co jeszcze miało ich spotkać? Nie wiedziała, ale chciała tylko jednego, aby u jej boku był Piotr. Nikt inny.
Do świata
przywrócił ją dzwoniący telefon. Budzik. Dochodziła 7, a o 9 powinna być w
szpitalu. Usłyszała chrapanie. Gawryło
rzecz jasna zasnął. Ostatecznie miał wolne i mógł sobie na to pozwolić. Ruszyła
się w takim razie. O dziwo bez oporów udało jej się wstać. Nie chciało jej się
co prawda jechać do szpitala. Wolałaby spędzić ten dzień z Tosią i Piotrem, ale
Krzysztof z pewnością nie przyjął by do wiadomości, że nie stawi się ona na
dyżur. I tak fakt, iż z dnia na dzień poszła na urlop była mu nie w nos. Tym
bardziej, że po jej stronie stanął Tretter- kolejny raz z resztą- który wyraził
stanowczą dezaprobatę wobec zachowania młodego ordynatora w stosunku do niej i
niego samego. Radwan musiał zagryźć wargi na dyrektora, kiedy ten dość ostro
dał mu do zrozumienia, że jego władza jest dużo wyższa od ginekologa i jego
decyzji nikt podważać nie będzie.
Z uczuciem niesmaku na samą myśl o wymówkach szefa, które ten z pewnością będzie jej robił trafiła do kuchni uprzednio ubierając się, na wypadek, gdyby młoda Soszyńska nie postanowiła zawędrować w to samo miejsce, co ona. Stała właśnie oparta o blat i czekała aż czajnik zacznie gwizdać i będzie mogła zalać herbatę. Usłyszała tupot stóp na panelach i po chwili usłyszała ciche przywitanie.
Z uczuciem niesmaku na samą myśl o wymówkach szefa, które ten z pewnością będzie jej robił trafiła do kuchni uprzednio ubierając się, na wypadek, gdyby młoda Soszyńska nie postanowiła zawędrować w to samo miejsce, co ona. Stała właśnie oparta o blat i czekała aż czajnik zacznie gwizdać i będzie mogła zalać herbatę. Usłyszała tupot stóp na panelach i po chwili usłyszała ciche przywitanie.
-Dzień dobry ciociu!- rzuciła zaspana Tosia.
-Cześć kochanie. Wyspana? Głodna?- zapytała uśmiechając się
do dziecka Hana.
-Bardzo. Masz płatki?
-Mam. Twoje ulubione.- stwierdziła lekarka sięgając kolejno
do szafki, a następnie do lodówki wyciągając pudełko z cynamonowymi
kwadracikami i karton mleka.
Postawiła na
stole dwie miski i łyżki. Nasypała im obu po porcji i zalała mlekiem. Zjadły
rozmawiając i żartując. Lubiły się. To trzeba przyznać. Blondynka złapała nie
najgorszy kontakt z córką Piotra. Między jednym żartem a drugim w drzwiach
kuchni stanął Gawryło. Jak zwykle z rozczochraną czupryną i mętnym spojrzeniem.
Hana wstawiała właśnie brudne naczynia do zlewu. Spojrzała rozbawiona na męża.
Również Tosia nie kryła uśmiechu na widok taty. Rzadko miała okazję zobaczyć go
aż tak nieprzytomnego z rana.
-Piotr, zrób sobie lepiej kawy. Nie za dobrze wyglądasz. –
stwierdziła pogodnie.- Ja już muszę iść. Jak się spóźnię to urwą mi głowę.
Niezbyt
rozumiejąc, co się wokoło niego dzieje skinął głową i opadł na krzesło obok.
Blondynka ucałowała go w policzek i pożegnała się z małą. Pośpiesznie wyszła z
mieszkania. Droga do szpitala niemiłosiernie jej się dłużyła. Słuchała muzyki w
radiu. Trochę bała się iść do pracy. Bała się tego, co tam zastanie. Nie mogła
wiecznie uciekać, ale spotkanie z Krzysztofem napawało ją niemałym lękiem.
Wjechała na parking i w oddali ujrzała jego postać. Wychodził ze szpitala.
Ulżyło jej. Skończył dyżur, a to oznaczało, że dzisiaj się z nim nie spotka.
Zaparkowała spokojnie i pewna siebie udała się do szpitala. Czuła się znowu w
swoim żywiole. Od drzwi zaatakowały ją pielęgniarki. Odebrała od nich kartoteki
i ruszyła na ginekologię. Rozłożyła się niespiesznie w swoim gabinecie. Do
pierwszej pacjentki miała jeszcze trochę czasu. Usiadła, więc w swoim fotelu i
otworzyła dokumentację. Zagłębiła się w lekturze. Po kilkunastu minutach
usłyszała szmer. Odwróciła się w stronę drzwi.
-Witaj. Musimy pilnie porozmawiać.- usłyszała
charakterystyczny głos.
Konfrontacja,
którą miała mieć nadzieję za sobą właśnie stała się faktem. Na twarzy
Krzysztofa malowały się różne emocje. Był wyraźnie zdenerwowany, a zacięte
spojrzenie zwiastowało, że niekoniecznie będzie to dla niej miła rozmowa.
Odetchnęła głęboko.
-W jakiej sprawie?- zapytała spokojnie.
-Chodzi o nas…- stwierdził chłodno patrząc na nią wzrokiem
bazyliszka.
Zrobiło jej się
gorąco i przełknęła ślinę. Gorzej już być nie mogło. Czy, aby na pewno?
Zapraszam kochani do komentowania i udostępniania bloga. Liczę na Was! ;) Mam nadzieję, że ktoś jeszcze o nim pamięta i poczyta sobie w trakcie tych Świąt. Pozdrawiam ciepło! Wasza Agnes!
Zapraszam kochani do komentowania i udostępniania bloga. Liczę na Was! ;) Mam nadzieję, że ktoś jeszcze o nim pamięta i poczyta sobie w trakcie tych Świąt. Pozdrawiam ciepło! Wasza Agnes!
niedziela, 25 stycznia 2015
You&Me II
Dojechał
do Krakowa rano. Gdy tylko dotarł do miasta od razu udał się do szpitala.
Chciał sprawdzić, co z Tosią. Mała jeszcze spała. Była cała i zdrowa. Siniaki i
lekkie zadrapania to jedyne ślady po wypadku, jakie na sobie miała. Niesamowite
szczęście. Ulżyło mu. Gorzej było z Magdą. Po rozmowie z jej lekarzem prowadzącym
dowiedział się, że ma złamaną rękę i nogę i do tego wstrząs mózgu. Jeszcze nie
wybudziła się ze śpiączki. Zastanawiał się nad rozwiązaniem. Spróbował
zadzwonić znowu do żony. Nie odebrała. Usiadł na korytarzu. Odetchnął głęboko. Nie miał wyjścia. Musiał zostać. Napisał
Hanie sms i schował komórkę. Wrócił do córki. Postanowił maksymalnie poświęcić
jej teraz czas.
Dni zaczęły
mijać. Powoli zadomawiał się w grodzie Kraka. Młoda Soszyńska wyszła ze
szpitala praktycznie po dwóch dniach od wypadku. Codziennie starał się zabierać
ją do mamy. Magda dalej nie odzyskiwała przytomności. Lekarze zaczęli obawiać
się, czy nie jest to coś poważniejszego, ale jej stan nie pozwalał na dalsze
rozpoznanie. Musieli czekać. Czasu jednak Piotr nie miał. Minął praktycznie
ponad tydzień, odkąd miał ostatni kontakt z Goldberg. Nie oddzwaniała ani nie
odpisywała na wiadomości. Tosia oprócz troski o matkę zdążyła zauważyć nie
najlepszy stan w jakim znajduje się on sam. Starała się mu nie przeszkadzać. Chciała jak
najbardziej ułatwić mu ten czas. Próbował cały czas skontaktować się z żoną.
Bezskutecznie. Czuł podskórnie, że dzieje się coś złego. Serce rwało mu się do
powrotu do Warszawy. Z drugiej jednak strony czuł się w obowiązku zostać przy
Magdzie, żeby nie ograniczać kontaktu córki z matką. Stał między młotek a
kowadłem. Tak jak zawsze umiał znaleźć rozwiązanie sytuacji, tak teraz szczerze
sam przed sobą musiał przyznać, że zgłupiał.
Dla Hany ten czas nie był zbyt łatwy. Od ostatnich wydarzeń ze swoim ordynatorem zamknęła się w mieszkaniu. W pracy pojawiała się sporadycznie. Unikała Krzysztofa niemal jak ognia. Dziwnie czuła się po tym, co zaszło podczas pamiętnego malowania Sali. Brakowało jej teraz tak strasznie Piotra. Mimo, że pokłócili się przed jego wyjazdem to właśnie jego potrzebowała tak bardzo w tej chwili. Wyłączyła co prawda telefon. Wiedziała, że będzie próbował się dodzwonić do niej jak ochłonie, ale bała się. Bała się rozmowy z nim. Przede wszystkim bała się, że będzie dzwonił Radwan. Był ostatnią osobą, z którą chciała rozmawiać. Technikę uników opanowała do perfekcji. Dwa tygodnie dziennego treningu sprawiły, że doskonale poznała wszelkie kryjówki na terenie Leśnej Góry, a dom stał się twierdzą. Dziś był jeden z tych dni, kiedy miała całkowicie wolne. Tak jak zazwyczaj w ostatnim czasie przeleżała go cały w łóżku. Nic nie musiała robić. Co było kompletnie niepodobne do pani doktor, która zawsze żyła w biegu. Nie cierpiała bierności. Teraz jednak nie miała najmniej ochoty na przejawy najmniejszej aktywności.
Był już wieczór. Blondynka leżała wpatrując się w światło niewielkiej lampki nocnej, która jako jedyna działała w tym pomieszczeniu. Z resztą jak w całym mieszkaniu. Przysypiała. Do jej uszu dobiegł szmer. Leniwie otworzyła oczy i z drżącym sercem wsłuchała się w dochodzące z pokoju obok dźwięki. Trochę się wystraszyła. Była sama. Pomyślała, że ktoś się włamał. Szybko jednak odrzuciła tę myśl. Doszła do wniosku, że pierwsze odgłosy brzmiały jak otwierany zamek. Czyli ktoś musiał mieć klucze. Fakt. Równie dobrze mógł to być wytrych. Postanowiła nie reagować. Wyłączyła światełko i czekała. Zamknęła oczy. Zacisnęła powieki i wargi najmocniej jak umiała. Jeśli miałaby paść ofiarą włamania to chociaż nie będzie wiedziała, kto tego dokonał. Wszystko ucichło. Postanowiła odczekać i dopiero potem sprawdzić, co się stało. Poczuła, że materac łóżka lekko się ugina, a po twarzy głaszcze ją czyjaś ciepła dłoń. Przeszedł ją dreszcz. Przełknęła ślinę. Nabrała powietrza w płuca i otworzyła oczy. Spojrzała nieśmiało ku górze. Była zaskoczona. W ciemności rozpoznała dobrze znaną jej twarz, posturę.
Dla Hany ten czas nie był zbyt łatwy. Od ostatnich wydarzeń ze swoim ordynatorem zamknęła się w mieszkaniu. W pracy pojawiała się sporadycznie. Unikała Krzysztofa niemal jak ognia. Dziwnie czuła się po tym, co zaszło podczas pamiętnego malowania Sali. Brakowało jej teraz tak strasznie Piotra. Mimo, że pokłócili się przed jego wyjazdem to właśnie jego potrzebowała tak bardzo w tej chwili. Wyłączyła co prawda telefon. Wiedziała, że będzie próbował się dodzwonić do niej jak ochłonie, ale bała się. Bała się rozmowy z nim. Przede wszystkim bała się, że będzie dzwonił Radwan. Był ostatnią osobą, z którą chciała rozmawiać. Technikę uników opanowała do perfekcji. Dwa tygodnie dziennego treningu sprawiły, że doskonale poznała wszelkie kryjówki na terenie Leśnej Góry, a dom stał się twierdzą. Dziś był jeden z tych dni, kiedy miała całkowicie wolne. Tak jak zazwyczaj w ostatnim czasie przeleżała go cały w łóżku. Nic nie musiała robić. Co było kompletnie niepodobne do pani doktor, która zawsze żyła w biegu. Nie cierpiała bierności. Teraz jednak nie miała najmniej ochoty na przejawy najmniejszej aktywności.
Był już wieczór. Blondynka leżała wpatrując się w światło niewielkiej lampki nocnej, która jako jedyna działała w tym pomieszczeniu. Z resztą jak w całym mieszkaniu. Przysypiała. Do jej uszu dobiegł szmer. Leniwie otworzyła oczy i z drżącym sercem wsłuchała się w dochodzące z pokoju obok dźwięki. Trochę się wystraszyła. Była sama. Pomyślała, że ktoś się włamał. Szybko jednak odrzuciła tę myśl. Doszła do wniosku, że pierwsze odgłosy brzmiały jak otwierany zamek. Czyli ktoś musiał mieć klucze. Fakt. Równie dobrze mógł to być wytrych. Postanowiła nie reagować. Wyłączyła światełko i czekała. Zamknęła oczy. Zacisnęła powieki i wargi najmocniej jak umiała. Jeśli miałaby paść ofiarą włamania to chociaż nie będzie wiedziała, kto tego dokonał. Wszystko ucichło. Postanowiła odczekać i dopiero potem sprawdzić, co się stało. Poczuła, że materac łóżka lekko się ugina, a po twarzy głaszcze ją czyjaś ciepła dłoń. Przeszedł ją dreszcz. Przełknęła ślinę. Nabrała powietrza w płuca i otworzyła oczy. Spojrzała nieśmiało ku górze. Była zaskoczona. W ciemności rozpoznała dobrze znaną jej twarz, posturę.
-Piotr? Co Ty tutaj robisz?- zapytała odruchowo uśmiechając
się delikatnie na jego widok.
-Wróciłem. Musiałem. Stęskniłem się za Tobą. Tak długo się
nie widzieliśmy. Nie odbierałaś telefonów. Zero znaku życia.- odparł cicho i
musnął delikatnie jej wargi.
-Cieszę się.- stwierdziła z ulgą siadając i wtulając się w
ramiona męża. – Dobrze Cię widzieć.
-Ciebie też. Martwiłem się.- powiedział zapalając lampkę na
stoliku, aby móc przyjrzeć się Hanie.- Źle wyglądasz.
-Zdaje Ci się. Co z
Tosią i Magdą? Wszystko w porządku?- rzuciła zmieniając temat.
-Tosię przywiozłem ze sobą. Śpi w swoim pokoju. A Magda… Cóż
szkoda gadać. Nie jest zbyt dobrze, ale możemy porozmawiać rano? Jestem
zmęczony. Chciałbym się położyć.
-Jasne! To idź pod prysznic i wracaj. Poczekam.- zarządziła
odsuwając się od niego uprzednio całując męża w usta.
Gawryło posłusznie
wstał i ruszył do łazienki. Wziął gorący prysznic. Rozluźnił się. Potrzebował
tego. Wreszcie mógł zrelaksować się chociaż trochę. Uspokoił go widok całej i
zdrowej Hany. Obok była Tosia. Miał je obie na oku. Nie musiał się zbytnio
niczym więcej teraz martwić. Nerwy zeszły z niego. Wrócił do sypialni. Goldberg
nie spuszczała z niego wzroku. Musiał przyznać, że mimo wszystko wzrok
partnerki cały czas mu imponował. Młoda, piękna. Dla niego-40-latka po przejściach taka żona to bardzo
duży prezent od losu. Kochała go bardzo mocno. Podobał jej się. To przy niej
zaczął o siebie dbać. Miał w końcu dla kogo. Patrzała na niego teraz takim
zwyczajnym dla siebie wzrokiem. Może bardziej stęsknionym. Błękitne oczy błyszczały radosnymi iskierkami.
Na jego oko trochę odżyła. Była blada.
Podkrążone oczy. Schudła. Mimo to uśmiechała się w jego stronę. Jej samej
musiało też ulżyć. Wiedział, że tylko
przy nim czuje się bezpiecznie, a jednak zawiódł ją tym wyjazdem. Myślał, że
teraz ona zrobi mu awanturę. Nic z tych rzeczy.
-Nie śpisz?- zapytał pokiwała przecząco.- To co, zrobisz mi
miejsce czy mam okrążyć łóżko?- spytał żartobliwie.
Bez słowa
przesunęła się robiąc mężowi miejsce u swojego boku. Czekała na niego.
-Nie poznaję Cię. Ty taka posłuszna?- zażartował kolejny
raz.
-Daj spokój. Mnie też się czasem zdarza Piotr.- odparła, gdy
chirurg położył się.
Wtuliła się
natomiast w niego. Brakowało jej tego tak bardzo. „Kocham Cię.”- wyszeptała i zamknęła oczy.
Czuła głaszczącą dłoń Gawryły na plecach.
Lubiła to. Uspokajał ją. Ucałował
ją w głowę. Zasnęła. Obserwował ją. Jej spokojny oddech. Blond kosmyki
opadające na jego tors. Delikatnie założył je za jej ucho odsłaniając twarz.
Pogładził jej policzek. Zmarszczyła odruchowo nos. Wyglądała przezabawnie. Musiało ją to połaskotać. Nie chciał jej
obudzić, więc nie mógł nawet mocniej się poruszyć. Hana zawsze zaraz po
zaśnięciu miała płytki sen. Wszystko ją budziło. Nie pozostało mu, więc nic
innego niż samemu pójść spać. Nim się obejrzał i jego zmorzył sen.
Kochani! Mega dawno mnie tutaj nie było! Prawie 4 miesiące bez najmniejszych objaw życia. To naganne, ale mam nadzieję, ze jeszcze ktoś tutaj zagląda. Postaram się od teraz pracować regularniej. Wiem, że nie wyszło idealnie, ale muszę znowu zacząć żyć tą historią i to taka przygrywka! Liczę na Was i Wasze wsparcie! Agnes!
poniedziałek, 20 października 2014
You&Me I
Przekroczyła
próg szpitala. Panujący za oknem mrok powodował u niej dodatkowy dreszczyk
emocji. W samym budynku światła były już przygaszone. Na korytarzach nie było
żywej duszy. Widok rzadko spotykany w ciągu dnia. Krocząc przez kolejne metry
do jej uszu dobiegał jedynie stukot obcasów uderzających o kafelki i z chwili
na chwilę coraz głośniejsze bicie Jej serca. Czuła specyficzne podekscytowanie.
Ale czy powinno w niej takie emocje wzbudzać spotkanie z innym mężczyzną? Nie miała może zbyt wielkich wyrzutów
sumienia, bo jej mąż zachował się równie nie fair wobec niej. Nigdy nie
zabroniłaby mu wyjazdu do córki i byłej kochanki. Miał prawo widywać się ze
swoim dzieckiem i troszczyć się o jego zdrowie, ale nie wygląda to w tej
sytuacji na troskę jedynie o Tosię. Była bardzo zazdrosna o Magdę, a to, że nic
jej nie powiedział po prostu ją zirytowało. Czy zrobił to w odwecie? Być może. Nie chciała
jednak rozwijać tej myśli. Nie chciała zwyczajnie o nim myśleć w tym czasie.
Doszła na
ginekologię. Stanęła przed odpowiednimi drzwiami. Energicznie nacisnęła klamkę
i żwawo weszła do pomieszczenia. Dotychczas zagracona sala, którą wraz ze
Stefanem i Krzysztofem odwiedziła kilka dni temu, teraz świeciła pustkami. Nie
było w niej śladu ani starych pudeł ani metalowych regałów. Teraz ziemia
wyścielona została starannie gazetami. Po środku klęczał brunet otoczony
kubłami z farbą i siłował się z otworzeniem jednego z nich. Do tej pory nie miała okazji zobaczyć go
jeszcze w tak nieoficjalnym stroju. Zamiast standardowego błękitnego kitla miał
na sobie rozciągnięty biały t-shirt i ciemne spodnie dresowe.
-Hej Krzysztof.- na dźwięk jej głosu odwrócił się gwałtownie
w tył przewracając rzeczy stojące obok niego.
-Hana? Cześć. Wystraszyłaś mnie. – rzekł szczerze zaskoczony
jej widokiem.
-Wystraszyłam? Nie sądziłam, że aż tak źle wyglądam o tej
porze, że aż straszę ludzi.- zażartowała uśmiechnięta.
-Nie, nie. Skądże. Po prostu nie myślałam, że tak szybko się
zjawisz.- odparł już rozluźniony.- To co, bierzemy się do pracy? Im szybciej
zaczniemy, tym szybciej skończymy i będziemy mogli wrócić do domu.
-Tak, tak. Masz rację.- odpowiedziała neutralnym tonem
maskując własną niechęć do powrotu do pustego mieszkania. Dodała biorąc w dłoń
wałek- To od czego zaczynamy?
-Powoli, powoli pani doktor. Najpierw to proponuję Ci się
przebrać, bo pochlapiesz się farbą, a byłoby szkoda.- stwierdził Krzysztof
podając jej gustowny kombinezon malarski.
-Dziękuję za troskę. Bardzo przewidujący jesteś.- odparowała
poszerzając uśmiech i biorąc ów strój w swoje ręce.
-Do usług!- odwzajemnił się jej tym samym.
Było
już grubo po północy. Siedział w swoim
samochodzie na parkingu jednej ze stacji benzynowych mieszczących się na trasie
autostrady biegnącej z Warszawy do Krakowa. Zostało mu już niewiele do
pokonania. Chciał być już przy Tosi, ale
jego organizm odmówił posłuszeństwa. Potrzebował snu i nie pomogły nawet te
trzy kawy, które już wypił. Wolał, więc zjechać i trochę się zdrzemnąć. Nie
potrafił jednak zasnąć. Leżał na niewygodnym, rozłożonym fotelu i myślał o tym, co zaszło w domu
między nim a Haną. Chciał ją przeprosić. Zdążył już ochłonąć po wszystkim i
stwierdził, że faktycznie trochę przegiął. Nie powinien tak na nią naskakiwać. Sam przed sobą nie potrafił wytłumaczyć sobie swojego
zachowania wobec niej, ani tego, dlaczego przemilczał wyjazd. Musiało ją to
dotknąć. Już w drodze wysłał do niej
kilka smsów. Na żadnego nie odpisała. Próbował zadzwonić. Miała wyłączoną
komórkę. Gdzieś może był dalej zły może bardziej na siebie niż na nią.
Denerwował się, że coś się stało. Martwił się o nią. Zero znaku życia. Może i
ona chciała ochłonąć? Odpocząć od tego, co się wydarzyło i nie miała ochoty na
rozmowę z nim? Miał nadzieję, że tak właśnie jest. Wściekła doktor Goldberg to
jednak nie były przelewki. Doświadczył tego już wielokrotnie. Hana miała
gołębie serce i anielską cierpliwość. Jednak, gdy ktoś jej zalazł za skórę
potrafiła być niesamowicie zawzięta, uparta. Mimo, że wobec najbliższych nie
chowała długo urazy to akurat jemu czasami dawała nauczki. Potrafiła nie
odzywać się do niego dłuższy czas. Taka metoda dotarcia małżeńskiego. W
zasadzie dość skuteczna. Zmuszała do analizy sytuacji zarówno siebie jak i
jego.
Tym razem
jednak nauczony przykładem jej wyjazdu bał się czy lekarka nie wpadnie na
podobny pomysł. Sytuacja była niemal
identyczna. Z tą różnicą, że jeśli teraz również wyjechała to dowie się o tym
dużo później. Nie wiedział, ile przyjedzie mu zostać przy byłej kochance i
Tosi. Spróbował ponownie wybrać numer
żony. Ponownie bezskutecznie.
Zrezygnowany przymknął oczy. Musiał zasnąć. Starał się wyłączyć. Kilka
chwil później udało mu się usnąć.
Blondynka
opadła ciężko na ziemie. Oparła się o jedyną niepomalowaną jeszcze ścianę w
niewielkiej salce. Była mocno zmęczona. Niewiele razy w jej dłoniach gościł
wałek, a pędzel bardziej służył do malowania z Tosią niż do odświeżania
zaniedbanych pomieszczeń. Mimo to była zadowolona z osiągniętego wraz z szefem
efektu. Odwalili kawał dobrej roboty w
tak krótkim czasie. Zupełnie sami. Chwilę później dołączył do niej Radwan.
Podobnie jak ona zmęczony, ale szczęśliwy. Siedział milcząc podobnie jak ona
wpatrywał się w świeżo nałożoną farbę.
-Zmęczona? Jak chcesz to możesz już jechać do domu. Sam już
dokończę i posprzątam. Pewnie mąż już się o Ciebie martwi i wolałby mieć Cię
przy sobie. – rzucił przerywając monotonną ciszę.
-Zostanę. Piotr nie czeka. Spokojnie. Nie zostawię Cię
samego z tym.- odparła beznamiętnym tonem.
-Jesteś pewna, że nie będziesz mieć z tego powodu problemów
w domu? W końcu zniknęłaś praktycznie na całą noc do obcego faceta.- drążył
nieubłaganie temat ciesząc się w duchu z obrotu sytuacji.
-Tak. Na pewno. Jego i tak nie ma w domu. Musiał pilnie
wyjechać, więc i tak siedziałabym tam sama.- stwierdziła skruszona.
-No to w takim razie bierzmy się do roboty. Szybko to
skończymy już.- powiedział wstając i wyciągnął ręce, aby pomóc jej wstać.
Chętnie
przystała na jego pomoc. Podała mu dłonie i uniosła się ku górze. Stanęła z nim
oko w oko. Miała dziwne przeczucie.
Krzysztof cały czas jej nie puszczał. Nie bała się go. Wręcz przeciwnie. Jakaś
niejasna siła ciągnęła ją ku niemu. Może to ta atmosfera tutaj panująca albo
kłótnia z Piotrem? Sama nie wiedziała. Widziała teraz przed sobą faceta o
przenikliwym spojrzeniu i tajemniczym błysku w oczach. Intrygował ją. Musiała
to przyznać. Cały czas odkrywała kolejne
jego twarze.
Zbliżył się do
niej. Odruchowo cofnęła się. Za plecami poczuła już ścianę. Nie puszczał jej i
cały czas patrzył w jej oczy. Serce
podeszło jej do gardła, gdy brunet podszedł jeszcze bliżej niej. Poczuła mocny
zapach wody kolońskiej. Nie wiedziała
jak ma się zachować. Nie czuła się zagrożona, ale jej wnętrze krzyczało, że
zmierza to w złym kierunku; że będzie żałowała tego, co może się niedługo tutaj
wydarzyć. Nim zdążyła się zorientować
poczuła na swoich ustach ciepłe, miękkie wargi Krzysztofa. Przymknęła mimowolnie oczy nie do końca
wierząc w to, co się właśnie stało. Lekarz wyczuł moment i kolejny raz złączyli
się w pocałunku. Tym razem jednak był bardziej dosadny, odważniejszy. Nie
sprzeciwiała się. Zszokowana poddała mu się.
Jego dłonie zawędrowały pod jej kombinezon. Delikatnie gładził jej skórę
na brzuchu i biodrach. Przeszedł ją dreszcz. Odchyliła głowę czując, że jego
pocałunki z ust przeniosły się na szyję zmierzając ku dekoltowi. Zrobiło jej
się gorąco. Wyłączyło się racjonalne myślenie. Odpłynęła gdzieś bardzo daleko,
w miejsce, z którego ciężko wrócić.
Jak Wam się podoba? Obiecuję, że będzie się działo jeszcze więcej, bo to dopiero początek! :D Aaaaa. Jeszcze jedno- ja jestem w stu procentach HAPI! ;) Czytajcie, komentujcie i udostępniajcie, jeśli możecie! Pamiętajcie też o pozostałych opowiadaniach i blogu o serialu Na Krawędzi! Pozdrawiam! Agnes.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
